Jan  Franciszek Jacko

Mowa ciała a swoisty renesans klasycznej pantomimy, w: IX Siedleckie Forum Nauczycieli, Rodziców i Wychowawców, red. S. Hęciak, Siedleckie Stowarzyszenie Wychowawców i Nauczycieli Siedlce 2000, str. 3-10. Fragment: „Co to jest klasyczna pantomima?"

str. 3

Teatr pantomimy ma dwie typowe postaci. Pierwsza z nich to komedia służąca łatwej rozrywce. Zwykle unika ona poważnych tematów i skomplikowanej fabuły, gdyż ma przede wszystkim doprowadzić widza do śmiechu. Druga postać pantomimy może rozśmieszać nie mniej niż pierwsza, ale ma inny cel – prowokuje refleksję nad sensem życiowych zaangażowań człowieka. Prócz komicznych, podejmuje też poważne tematy, a czasem wzrusza. Wymaga ona od widza większego wysiłku wyobraźni i intelektu, dlatego jest w pewnym sensie sztuką elitarną.

Różnica tematu pociąga za sobą istotne różnice w technice ekspresji. Pantomima w pierwszej z wymienionych postaci to głównie komiczne tricki i gagi: śmieszne miny, gimnastyczne popisy, iluzje, etc. wplecione w prostą i zabawną fabułę.  Gra w drugim z wyżej wspomnianych stylów jest bardziej wymagająca. Tu prócz ról komicznych aktor odtwarza też postaci dramatyczne i tragiczne. Musi on znać wszystkie techniki pierwszego z wymienionych stylów, ale poważna tematyka wymaga od niego też umiejętności posługiwania się  niuansami ekspresji, które w komedii zwykle nie odgrywają większej roli. Dlatego aktorzy drugiego z wyżej wymienionych tradycji muszą być bardziej wszechstronni i solidniej przygotowani.

            Jak przypomina m.in. Zbigniew Raszewski we wstępie do książki Janiny Hery Z dziejów pantomimy, czyli pałac zaczarowany,[1] już od starożytności istniały dwa rodzaje teatru, w którym mniejszą rolę odgrywało słowo, a większą gra ciałem, a zwłaszcza twarzą. Aktorstwo w pierwszym z nich miało przede wszystkim dostarczyć łatwej rozrywki, rozśmieszyć. Ze względu na to, że ten styl celował w sztuce imitacji i karykatury, jego aktorów nazywano (gr.) mimos, (łac.) mimus, od greckiego słowa mimesthai lub mimesis, co znaczy "naśladować".[2] Mimos był akrobatą i klaunem. Ze względu na dość banalną tematykę jego przedstawień i ubóstwo wykorzystywanych środków ekspresji, Mimos nie cieszył się zbytnim uznaniem ówczesnych znawców teatru, natomiast wśród mniej wykształconej części społeczeństwa był niezwykle popularny (jak pisze Raszewski, „było to zjawisko plebejskie”[3]). W czasach nowożytnych tradycję Mimosa przejęła sztuka cyrkowej klownady, poniekąd kabaret, commedia dell' arte i in.

Drugi ze wspomnianych wyżej stylów był bardziej wymagający, a przez to elitarny. W starożytnym Rzymie na początku i to zjawisko nosiło nazwę mimu. Osobną nazwę zyskało dopiero w swojej krańcowej postaci - (gr.) pantomimos. Greckie słowo "panto" znaczy "wszystko", "całość". Panto-mimos to ktoś, kto umie naśladować wszystkie postaci, przedmioty i zdarzenia, czyli wcielić się w każdą postać, stworzyć iluzję dowolnego przedmiotu i sytuacji. Potrafi on całe przedstawienie zagrać swoim ciałem, bez słów, rekwizytów i udziału innych aktorów. Pantomimos mógł wystąpić w asyście chóru i orkiestry, ale grał sam.

Jego sceniczna samowystarczalność budziła podziw, gdyż wymagała perfekcyjnego opanowania technik pantomimicznej iluzji. Jednak nie tyle samotność na scenie (Mimos także mógł wystąpić sam), co swoiste oczyszczenie i precyzja scenicznej ekspresji decydowały o wysokiej ocenie jego sztuki. Nawet gdy Pantomimos zdecydował się wystąpić w towarzystwie innych mimów, zachowywał

str. 4

 specyfikę swego stylu. Brak rekwizytów i mowy skupiał uwagę widza na niewerbalnych środkach wyrazu. Dzięki temu gra ciałem była bardziej wyeksponowana i mogła silniej oddziaływać na widza, prowadzącąc go do odkrycia znaczeń, których ten w codziennym życiu nie dostrzega.

Mimos, nawet gdy zdarzyło mu się występować samotnie, był hałaśliwy, budził zainteresowanie widza akrobatycznymi popisami, łatwym komizmem, który bywał nieraz niezbyt wybredny. Pantomimos natomiast zdobywał widza aktorską grą. Zdumiewał trafnością ekspresji i inteligentną narracją. Nie narzucał się widzowi, ale „czarował” go  nastrojami. Ten styl dawał możliwości nieznane tradycji Mimosa, był jednak sztuką bardzo trudną. Nie wystarczało więc występować samotnie i podejmować poważne tematy, by zasłużyć na miano Pantomimosa. Aktor tej tradycji musiał być mistrzem, by zainteresować i utrzymać uwagę publiczności przez czas długiego nieraz przedstawienia. Dlatego, jak zauważa Raszewski, „artystów tej specjalności było znacznie mniej aniżeli zwykłych mimów, toteż ceniono ich znacznie wyżej. W Rzymie cezarów tworzyli oni swego rodzaju arystokrację aktorską”.[4]

Pantomimos znalazł naśladowców także w czasach nam współczesnych. Do najbardziej cenionych należą m.in.: Jean Gaspard Deburau, Jacques Copeau, Etienne Decroux, Elia Levy, Marcel Marceau i Samy Molcho.

Aktorzy tej tradycji wypracowali główne techniki i styl pantomimy - sztukę scenicznej iluzji i narracji bez słów. Dlatego ją właśnie - tak ze względu na nazwę, jak i styl – uznać należyć za klasyczną postać pantomimy.

 



1997 (c) Jan F. Jacko

 



[1][1] Z. Raszewski, Przedmowa do: J. Hera, Z dziejów pantomimy, czyli pałac zaczarowany, Warszawa 1975.

[2][2] Raszewski wskazuje na źródłosłów miméomai, “który pojawia się wcześniej od rzeczownika mimos, a znaczy początkowo naśladowanie głosów natury (...). W toku dalszej ewolucji dokonało się w grece sprecyzowanie nowych znaczeń, bardzo rozpowszechnionych w świecie starożytnym. Słowem mimos oznaczano wówczas pewien typ widowiska, także tekst w trakcie danego widowiska wykonywany, a nawet samego wykonawcę”. Tamże, s. X.

[3][3] Tamże, s. X.

[4][4] Tamże, s. XII. “Osobna nazwę zyskał sobie mim w swojej krańcowej postaci, za jaka wypada uznać ówczesny teatr jednego aktora czy, ściślej biorąc, jednego mima, do tego stopnia biegłego w swej sztuce, ze był on w stanie kreować kilka różnych postaci w ciągu jednego przedstawienia, i to wyłącznie przy pomocy gestu  ruchu ciała – bez słów. Takiego mima zwano w Rzymie pantomimosem.               Przedstawienia pantomimosa miały charakter fabularny. Należy jednak podkreślić, ze wirtuoz noszący te nazwę obywał się bez partnerów i cala sztukę odgrywał sam. (Ewentualnie z udziałem narratora, chóru i orkiestry.)” Tamże , s. XI-XII.